Sława Ireneusza Jelenia dotarła daleko poza granice Francji. Najlepszy napastnik Auxerre dostaje kilkaset listów miesięcznie. Ostatnio nawet ze Stanów Zjednoczonych i Japonii – czytamy w „Przeglądzie Sportowym”.
Zazwyczaj są to prośby o autograf, o przesłanie koszulki, zaproszenie na spotkanie lub zwyczajne słowa uznania. Ale zdarzają się też prośby, których absolutnie się nie spodziewał.
- Niedawno napisał do mnie z Polski właściciel sklepu ze sprzętem RTV. Wyjaśnił, że z powodu kryzysu stracił mnóstwo pieniędzy, a teraz musi wyprzedawać za bezcen towar. W dodatku na jego domu i koncie bankowym łapę położył komornik. A on musi utrzymać żonę i dziewięcioletniego syna. Poprosił, bym możliwie szybko przelał mu na konto 150 tysięcy złotych, co w dużym stopniu poprawi jego sytuację. Domyślacie się pewnie, że do banku nie pobiegłem. Żartowałem, że list przekażę Darkowi Dudce, to może on zlituje się i hojnie sypnie groszem – śmieje się Jeleń.
Wbrew nazwisku, niełatwo go naciągnąć, chociaż niektórym to się udaje. To sprzedawcy w ekskluzywnych sklepach w Paryżu. Szczególnie zacierają ręce w salonie Dolce Gabbana. Gdy wchodzi Ireneusz Jeleń z żoną Anną, wiedzą, że utarg będzie spory.
- Uwielbiam tę markę i rzeczywiście daję się naciągnąć na bardzo wiele. A może jeszcze te spodnie? A może ta koszulka? Torebka dla żony? Kuszą mnie niesamowicie, ale naprawdę uwielbiam robić tam zakupy. Sprzedawcy znajdują mi rzeczy, które pasują idealnie i są ładne. Nie żałuję pieniędzy. Rekord? Pewnego dnia wydałem 12 tysięcy euro. We Francji dobre ubrania są drogie, a ja mam do nich taką słabość – wzdycha.
Źródła: Przegląd Sportowy