W 50. derbach stolicy Polonia walczy o utrzymanie, a Legia o zachowanie szans na grę w pucharach.
Derby Warszawy już dawno nie miały tak dużego znaczenia. I wcale nie dlatego, że ostatnie mecze Polonii z Legią kończyły się remisami i od 2006 roku w stolicy panuje bezkrólewie. Tym razem stawka jest dużo wyższa niż prymat w mieście.
Wygrana Czarnych Koszul oznacza utrzymanie w ekstraklasie. – Po dziesięciu meczach o życie w końcu możemy osiągnąć cel. I to w derbach – mówi pomocnik Polonii Adrian Mierzejewski.
Legia gra o rehabilitację za kompromitującą postawę w starciu z Wisłą (0:3), ale przede wszystkim o zachowanie nadziei na awans do kwalifikacji Ligi Europejskiej. Wygrana, przy jednoczesnej stracie punktów przez Ruch w meczu z Lechem oznacza, że legioniści przeskoczą chorzowian w tabeli. Wówczas wystarczy im w ostatniej kolejce pokonać Bełchatów, by zapewnić sobie występ na arenie międzynarodowej.
Najbardziej zmotywowanym piłkarzem będzie dziś Tomasz Brzyski. Obrońca Polonii, który przyszedł do stolicy z Ruchu, nie ukrywa, że chciałby pomóc swojemu byłemu klubowi w osiągnięciu awansu do pucharów. – Dobrze byłoby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – mówi. – Ostatnio z meczu na mecz gramy coraz lepiej. No i przerywamy niekorzystne serie, bo w końcu po 58 latach wygraliśmy na wyjeździe w ekstraklasie z Cracovią. Pora więc i na Legię – dodaje.
A na Konwiktorskiej Polonia ostatni raz pokonała lokalnego rywala… 60 lat temu.
Źródła: Przegląd Sportowy