Liczba obcokrajowców, którzy w tym sezonie pojawią się w polskiej Ekstraklasie, może być rekordowa. Prym w ściąganiu cudzoziemców wiodą Lech Poznań, Wisła Kraków i Legia Warszawa.
- To znak czasu i szansa na niwelowanie strat do piłkarskiej Europy. Wychodzimy z zaścianka – mówią zwolennicy tego trendu.
- Przez to jeszcze bardziej pogrążamy się w marazmie. Cudzoziemcy zwykle są tani, ale niekoniecznie lepsi od Polaków, którzy nie mogą się rozwijać, bo nie mogą się przebić do składu – argumentują przeciwnicy.
Już w tej chwili Lech Poznań, Wisła Kraków i Legia są w stanie wytypować do gry jedenastki złożone niemal wyłącznie z obcokrajowców. Prześcigają się w takich zakupach. Nowi zawodnicy kosztują coraz drożej, podpisują coraz atrakcyjniejsze kontrakty. I podnoszą poziom polskiej ligi. Bez nich Ekstraklasa byłaby całkiem szara.
Wiele innych klubów stara się naśladować krezusów, co jednak nie oznacza, że transferowymi strzałami zawsze trafiają w dziesiątkę. Biedniejsi kupują cudzoziemców, bo nie mają innego wyjścia. Gdyby za takie same pieniądze mieli pozyskać Polaków, raczej na pewno wylądowaliby w pierwszej lidze. Tak od pewnego czasu działa borykająca się z problemami finansowymi Polonia Bytom, która tanich zagranicznych zawodników sprowadza hurtowo. Właśnie podobny styl działania budzi kontrowersje.
- Faktycznie wartościowych obcokrajowców w polskiej lidze jest jak na lekarstwo. Stilić, Arboleda, i wcześniej Marcelo i Mucha, którzy już zostali sprzedani. O reszcie nie wiem, co mam powiedzieć – mówi dyrektor sportowy PZPN Jerzy Engel.
źródło: sport.onet.pl