Sobotnia debata na temat stanu polskiego futbolu ma, przynajmniej teoretycznie, na celu jego pozytywną zmianę. Głos w dyskusji zabiera też Zbigniew Boniek. Przestrzega on na łamach „Przeglądu Sportowego”, że PZPN już wkrótce może stać się bankrutem.
- Obecny rok może zakończyć się stratą w granicach dziesięciu mln złotych. Jeżeli taka tendencja się utrzyma za dwa-trzy lata kasa PZPN może zostać pusta. Należy się zastanowić jak tę tendencję zahamować, jak zmienić strukturę wydatków – mówi Boniek.
Dla poprawy kondycji polskiej piłki „Zibi” wysuwa szereg postulatów. Podstawowym z nich jest restrukturyzacja polityki zatrudnienia w PZPN tak, aby zmniejszyć dysproporcje między pieniędzmi przeznaczanymi na administrację, a tymi na szkolenie młodzieży. Lepiej przeznaczyć „kasę” na obecne 10-14 – latki, które wkrótce staną się przyszłością naszej piłki niż wydać je na „słone paluszki i herbatę” dla wojewódzkich działaczy.
- Należy eliminować tych, którzy myślą tylko i wyłącznie o darmowym obiedzie, znaczku, czy zwrocie kosztów podróży. Tacy ludzie są tylko obciążeniem dla całego mechanizmu PZPN – bez ogródek stwierdza Boniek. I trudno nie przyznać mu racji.
Jeśli chodzi o wydatki, to kolejnym problemem jest samofinansowanie się związku. Jeden z najlepszych polskich piłkarzy w historii słusznie zauważa, że „ostatnio wiele się mówi o kontrakcie stulecia między PZPN a firmą Sportfive. To owszem prawdopodobnie najlepszy partner dla związku. Nie wydaje mi się jednak, że na tych warunkach na jakich został podpisany ten słynny kontrakt. Związek sprzedał już wszystko”.
Sportowe zakłady bukmacherskie na piłkę nożną i wiele innych dyscyplin tylko w bwin.com!
Boniek zwraca też uwagę na sprawy czystko sportowe, a mianowicie na kompletny brak w Polsce zawodników środka pola, których umiejętności predysponowałyby do gry na najwyższym światowym poziomie. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest, być może, złe szkolenie i błędny system rozgrywek juniorskich.
Jeśli chodzi o sędziów i jurysdykcję to, zdaniem „Zibiego”, należy stworzyć dla tych komórek oddzielne struktury, które nie będą miały nic wspólnego z PZPN. A mając na uwadze, że obecne władze z prezesem Lato na czele i tak nie są w stanie przeprowadzić żadnych zmian, to może najlepiej byłoby zacząć od zmiany nazwy związku – z PZPN na Polska Federacja Futbolu. PFF brzmiałoby dumnie.
Osobną kwestią pozostaje fakt braku tytularnego sponsora rozgrywek Ekstraklasy. Jeśli prezes Rusko nie widzi problemu, to, zdaniem Bońka już niebawem „złapanie własnej żony z obcym facetem w łóżku także może jawić się jako coś pozytywnego”. I znowu trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.
ZUB