Nie milkną echa sobotniego meczu reprezentacji Polski z Rumunią. Kibice i dziennikarze nie mogą zrozumieć dlaczego piłkarze grali na stadionie Legii w skandalicznych warunkach, gdzie boisko bardziej przypominało piaskownicę niż murawę. Sekretarz PZPN, Zdzisław Kręcina twierdzi, że mecz musiał się odbyć na Legii i nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Rumuni postawili taki warunek, że muszą od razu po meczu wsiąść do samolotu i wrócić do domu – mówi Kręcina „Przeglądowi Sportowemu”. Nikt z PZPN nie uprzedził chyba Rumunów, że przyjdzie im grać w piaskownicy. – Murawa była beznadziejna. Graliśmy jak na plaży – narzekał po spotkaniu Ciprian Marica, gwiazda reprezentacji Razvana Lucescu.
Jeżeli prawdą jest, że Rumuni upierali się, aby mecz rozegrać w Warszawie to przecież mógł się on również odbyć na stadionie Polonii w normalnych warunkach. – Przyszłoby sto osób – ripostuje Kręcina i dodaje: – Rozgrywanie meczów reprezentacji na Polonii nie ma żadnego sensu. Chcieliśmy, by ktoś na to spotkanie przyszedł.
W takim razie PZPN mógł spróbować przekonać Rumunów, aby mecz rozegrać w Bydgoszczy, ale w tym przypadku Kręcina również stwierdził, że było to niemożliwe, bo ten stadion w konfrontacji z Rumunami jest dla polskiej kadry… nieszczęśliwy.
Na obiekt w Bydgoszczy mimo wszystko weszłoby więcej kibiców, a murawa byłaby o wiele w lepszym stanie. Ten argument jednak też nie przekonuje Kręciny. – A czego wy się spodziewacie? Jest koniec rundy, boiska w całej Polsce są w kiepskim stanie. Przecież od kilku tygodni bez przerwy pada deszcz… Planując to spotkanie półtora miesiąca temu nie mieliśmy pojęcia, że tak będzie – przekonuje sekretarz PZPN.
To dosyć zawiłe tłumaczeni ponieważ chyba nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że w listopadzie w Polsce może padać. Poza tym w trakcie meczu Polski z Rumunią nie spadła nawet jedna kropla deszczu. W przeciwnym wypadku piłkarze nie graliby w piaskownicy tylko w błocie.
Były reprezentant Polski, Wojciech Kowalczyk w programie „Cafe Futbol” celnie zauważył, że kadra już drugi mecz z rzędu rozgrywa w fatalnych warunkach. – W Chorzowie zagraliśmy na śniegu, teraz na plaży, może niedługo zagramy na pastwisku? – zastanawia się Kowalczyk.
źródło: sport.wp.pl